czwartek, 4 lipca 2013

Feeling ♥








Ten sam szyderczy uśmiech, te same spojrzenie, ta cała złowrogość... To ona sprawia, że czuję okropna nie chęć do tego człowieka. Jest, był i zawsze będzie okropny nie ma innych słów aby go opisać i, że ja spędziłam z tym człowiek dwa lata mojego życia to jest nie do pomyślenia. Tyle czasu zmarnowałam na cholerne uczucie które skończyło się totalną katastrofą. Nikomu już teraz nie zaufam nikomu a na pewno nie kolejnemu chłopakowi który wtrąci się do mojego nowego życia z brudnymi buciorami.... nie tak być nie może i nigdy nie będzie.
- Szybciej Jess... biegnij i nie zatrzymuj się! – usłyszałam głos Alex stojącej na balkonie.
- Nie wiem o co chodzi ale chodź wskakuj tak będzie szybciej. – powiedział Kellin biorąc mnie i moje ociężałe ciało na swoje ręce.
- Uważaj. – powiedziałam smutno i otarłam moją twarz z łez.
Kellin biegł najszybciej jak tylko mogł, szybciej niż my obydwoje razem. To było piękne uczucie kołysać się w rękach tak miłego i romantycznego chłopaka ale może później bo na pewno nie teraz, nie w tym momencie i nie na pewno nie prędko. Nie wiem czy uda nam się uciec...
- Szybko Mike zamknij za nami drzwi! – krzyknął Kellin.
- Ale po co? – zapytał.
- Zamykaj te drzwi od cholery a nie mi tu gadać będziesz.! – warknął na swojego przyjaciela.
- Już wszystko w porządku już go tutaj nie ma. – powiedział spokojnie i położył mnie na fotelu.
- Masz wytrzyj sobie oczy. – powiedział Mike a Kellin w tym samym momencie złapał za jedną z husteczek i otarł ją o mój policzek. Byłam mu za to wdzięczna, że jest teraz przy mnie i, że nie uciekł. Jest kochany ale nie wiem czy na pewno mogę mu zaufać.
Nie wiedziałam co mam zrobić dlatego szarpnęłam Kellina z całej siły za koszulkę i przyciągnęłam go do siebie po czy oplotłam swoje ręce w jego szyję. Mogłam tak siedzieć i nic nie robić, czułam jedynie jego napinające się mięśnie i jego ręce które w tej same chwili spoczywały na moich plecach a jego ciało przyciągnęło mnie do siebie.
- Dziękuję, że ze mną teraz jesteś. – szepnęłam mu do ucha i poczułam lekki dreszcz pojawiający się na jego ciele. Nigdy wszcześniej jeszcze nikomu nie powiedziałam takich słów. To było pierwszy raz ale wiedziałam, że jest to najlepsza chwila aby to w końcu powiedzieć. Miałam nadzieję, że nie pomyślał sobie, że jestem zadumana i cały czas martwię sie tylko o swój tyłek.  Tak nie jest po prostu to co się teraz dzieje jest straszne nie mogę tego opisac zwykłymi słowami.
- Przestań to nic takiego po prostu cieszę się, że w jakiś sposób mogę Ci pomóc. – powiedział czule odchylając sie nie co do tyłu.
- Ale o co w tym wszystkich chodzi? – zapytał Mike.
- Nie chcemy się narzucać ale powiedz nam dlaczego uciekaliśmy przed tym „psychopatą”. – powiedział spoglądając mi prosto w oczy.
- Naprawdę nie mam teraz siły żeby wam o tym wszystkim opowiadać to jest dla mnie za trudne, jedynie moge wam powiedzieć, że to jest coś związane z moją przeszłością. – powiedziałam opuszczając Kellina ze swoich objęć.
- Jess.. Jess... Gdzie wy jesteście!!-  krzyknęła Alex schodząc z pierwszego piętra.
- Tutaj! – krzyknął Mike.
Zauważyła nas  jak najszybciej ruszyła z naszą stronę. Jej twarz była strasznie spuchnięta tak samo jak moja mogę jedynie zgadywać, że też płakała. Nie dziwię się jeśli Steve chce zabić mnie to na pewno tez pragnie zabić ją. To okropne... Czuję sie strasznie wiedąc, że ode mnie zależy teraz życie Alex.  A co jeśli Steve chce się pozbyć także Kellina? Oby nie... Nawet nie ma żadnych podstaw żeby to zrobić fakt widział nas razem ale to o niczym jeszcze nie świadczy. Może to zazdrość teraz się nim kieruje ale to nie możliwe on nawet serca nie ma a co dopiero sumienia.
- Jess chodź tu, nie martw się wszystko będzie dobrze zobaczysz. – powiedziała Alex siadają obok mnie na fotelu.
- Ni nic juz nie będzie dobrze teraz będzie już tak cały czas. – powiedziałam zapłakana.
- Ale powiecie mi w końcu o co w tym chodzi. – powiedział lekko zdenerwowany.
- No dobrze.. – zaczęłam ale nie miałam sił żeby skończyć.
- To może ja powiem.  – powiedziała i spojrzała w moją stronę przytulając mnie mocno do ciebie.
- Tak....  – powiedziałam smutnie.
Minęło sporo czasu zaim Alex zdążyła to wszystko od początku opowiedzieć. Zaczęła od pierwszych szantaży Steve’a a wszystko zakończyła na ostatnim spotkaniu z nim u mnie w domu. Wszyscy ( Mike i Kellin) siedzieli i przysłuchiwali się temu od czasu do czasu zadawali parę pytań ale na żadne z nich nie byłam w stanie odpowiedzieć.. to było zbyt trudne.
- To dlatego tutaj przyleciałyście? – zapytał zaciekawiony.
- Tak nie miałyśmy innego wyjścia. – powiedziałam.
- Nie martw się... Teraz już wiemy o co w tym wszystkim chodzi i nie pozwolimy aby ktoś taki jak on cię tak traktował.  – powiedział Kellin głaszcząc moją lewą dłoń.
- Może pójdźmy na górę? – zapytał Kellin.
- Tak to będzie dobry pomysł wtedy Jessica w spokoju będzie mogła sie wypłakać. – powiedziała i jednym szybkim ruchem wstała z fotela a wraz z nią Kellin. Tylko a jeszcze siedziałam. Nie miałam siły wstać nie tym razem. Siedziałam i czekałam na zbawienie jak jakiś nie potrzebny przedmiot którego można się od tak pozbyć.
- Mike weźmiesz za mnie dzisiaj cały dzień? – zapytał Kellin.
- Tak nie ma sprawy........... – tylko tyle zdążyłam usłyszeć. Czułam jak moje powieki momentalnie opadają na dół. Nagle poczułam czyjeś ręce chwytające mnie za plecy i kolana. To był Kellin... Wziął mnie na ręcę. To było miłe z jego strony ale chyba już za bardzo przesadzał z tym wszystkim. Przecież ja nie byłam chora ani nic z tych rzeczy. Ja po prostu najzwyczajniej w świecie nie miałam na nic siły. Czy tak trudno to zrozumieć. Z natury nie jestem chamska i głupio by mi było powiedzieć do niego „ Czy mógłbyś mnie w końcu puścić mam nogi i umiem sama na nich ustać a co w dodatku chodzić”.
Tak się nie dało i nie da. Zawsze tylko narzekam nic więcej czasami to mogłabym pomyśleć zanim mam zamiar coś zrobić.
Alex szła jako pierwsza kierując Kellina w którą stronę ma teraz skręcić. Nie potrzebnie mu to mówiła on przecież znał to miejsce lepiej niż swoje własne myśli. A może to ja znowu wszystko wyolbrzymiam nie wiem teraz to już tak naprawdę nic nie rozumiem.
W końcu doszliśmy do moich drzwi wychodzących z salonu. Kellin lekko podniósł mnie do góry a następnie delikatnie położył mnie na łóżko. Chciałam aby położył się obok mnie ale nie mogłam tego powiedzieć. Wyszlabym na idiotkę a on by to zrobił bo było mu przykro z tego powodu. To idiotyczne.. W sumie teraz to najchętniej zamknęłabym się w łazience i ryczała do bólu. Dziwie się sama sobie, że do tej pory nic w tym stylu nie zrobiłam. Może to by mi pomogło.. Samotność w tej sytuacji bywa najlepszym rozwiązaniem ale nie zostawię ich teraz samych, oni sami się boją a co dopiero ja mam powiedzieć. Steve chce mnie zabić przede wszystkim a ich zostawił sobie na deser będzie mnie nimi szantażował jak zawsze gdy tylko mu się sprzeciwiłam. Oby tylko tak nie było ale w sumie moje przypuszczenia zawsze się zgadzają i w końcu do nich dochodzi mogę się teraz tylko modlić aby w tej sytuacji tak nie było byłabym wdzięczna całemu światu.
- Ty on nadal tu stoi. – powiedziała Alex.
- Ale jak to? Jeszcze? – zapytałam ze łzami w oczach.
- To nie ważne czy stoi czy nie ważne, że jesteś bezpieczna. Najlepiej byłoby gdybyś poszła spać. To wszystko minie a ty będziesz już spokojna. – wtrącił się Kellin.
- Tak on ma rację. – powiedziała.
- Może tak będzie lepiej. – mruknęłam pod nosem i położyłam się wygodnie na łóżku.
Teraz mogłoby być tylko lepiej, zamknęłam oczy i marzyłam aby ten cały koszmar już się skończył. Kellin od czasu do czasu głaskał mnie po czole a ja udawałam, że to jest nawet przyjemne. To było teraz najlepsze nie miałam siły powiedzieć mu żeby przestał po prostu nie i tyle. Już wszystko byłoby w porządku gdy nagle w podwórza docierały obraźliwe slowa na mój temat. Natychmiast zerwałam się na równe nogi i podbiegłam do szklanych drzwi. Czułam się okropnie wysłuchując między innymi takich słów na mój temat „ Suko wychodź szybko....” Naprawdę czułam się jak ostatnia szmata nikomu nie potrzebna.
- Nie wychodź, nie rób tego !!! – krzyknął zaniepokojony Kellin.
Miałam ich gdzieś musiałam do niego zejść powiedzieć mu to wszystko bo inaczej by się ode mnie nie odczepił. Mam nadzieję, że tym razem mnie nie będzie mnie chciała tak od razu zabić. Hahahhaa... on tylko o tym marzy a ja się jeszcze głupia z tego powodu łudzę. Jak nie zejdę to nigdy się nie dowiem o tym razem chodzi.
Tak jak mówiłam zeszłam a nawet można powiedzieć, że zbiegłam na sam dół apartamentu nie zważając na krzyki za moimi plecami. Nie lubię gdy  ktoś mi rozkazuje ale w sumie ja i tak się nie słucham także mi to jest obojętne.
Minęłam biurko recepcjonisty i jednym szybkim ruchem szarpnęłam drzwi tym samym je otwierając. Wybiegłam na zewnątrz i rozglądnęłam się do okoła. To mogło przybrać scenę z jakiegoś filmu o miłości ale w moim przypadku było trochę na odwrót to był horror a nie romantyczna historia. Rozglądnęłam się po raz drugi w poszukiwaniu Steve’a i po dlugim oczekiwaniu w końcu go dostrzegłam. Jego twarz była pełna wściekłości i nienawiści. Ja natomiast byłam przerażona do szpiku kości nic nie czułam. Chciałam podejść do niego jak najbliżej i najchętniej go przytulić. Nie wiem coś w środku tak mi każe. A jeśli ja nadal go kocham? Nie to nie może być prawda to tylko chwila słabości. Każdy tak ma gdy zobaczy osobę na której kiedyś mu zależało. Na pewno. Zrobiłam pare kroków do przodu ale on był szybszy. Natychmiast do mnie podbiegł i objął mnie z całej siły z ramionach. Ścisnął i powiedział :
- Witaj.
- Co ty tutaj ode mnie chcesz ty parszywa gnido? – zapytałam rozwścieczona.
- Chyba powinienem powiedzieć „Żegnaj” niż „Witaj”. – powiedział zadowolony.
- Niee.... – nie zdążyłam wypowiedzieć całego zdania gdy nagle poczułam ogromny ból. Jeszcze gorszy niż wcześniej. Ból rozchodził się w granicach szyi. Mogłam tylko przypuszczać, że właśnie ugodził mnie w łopatkę. Ból był nie do wytrzymania. W jednej chwili padłam na ziemię słysząc tylko parszywy śmiech.......



                                   *******************************************
A o to kolejny rozdział. Wiem długo mi to zeszło ale to tylko dlatego, że nie miałam za bardzo internety a po drugie zabrakło weny. Wakacje czas wyjazdów i właśnie tego są takie skutki. No nic mam nadzieję, że chociaż wam się spodoba a i proszę komentujcie.

Całuję :*