Ten sam szyderczy
uśmiech, te same spojrzenie, ta cała złowrogość... To ona sprawia, że czuję
okropna nie chęć do tego człowieka. Jest, był i zawsze będzie okropny nie ma
innych słów aby go opisać i, że ja spędziłam z tym człowiek dwa lata mojego
życia to jest nie do pomyślenia. Tyle czasu zmarnowałam na cholerne uczucie
które skończyło się totalną katastrofą. Nikomu już teraz nie zaufam nikomu a na
pewno nie kolejnemu chłopakowi który wtrąci się do mojego nowego życia z
brudnymi buciorami.... nie tak być nie może i nigdy nie będzie.
- Szybciej Jess... biegnij
i nie zatrzymuj się! – usłyszałam głos Alex stojącej na balkonie.
- Nie wiem o co
chodzi ale chodź wskakuj tak będzie szybciej. – powiedział Kellin biorąc mnie i
moje ociężałe ciało na swoje ręce.
- Uważaj. –
powiedziałam smutno i otarłam moją twarz z łez.
Kellin biegł
najszybciej jak tylko mogł, szybciej niż my obydwoje razem. To było piękne
uczucie kołysać się w rękach tak miłego i romantycznego chłopaka ale może
później bo na pewno nie teraz, nie w tym momencie i nie na pewno nie prędko.
Nie wiem czy uda nam się uciec...
- Szybko Mike zamknij
za nami drzwi! – krzyknął Kellin.
- Ale po co? –
zapytał.
- Zamykaj te drzwi od
cholery a nie mi tu gadać będziesz.! – warknął na swojego przyjaciela.
- Już wszystko w
porządku już go tutaj nie ma. – powiedział spokojnie i położył mnie na fotelu.
- Masz wytrzyj sobie
oczy. – powiedział Mike a Kellin w tym samym momencie złapał za jedną z
husteczek i otarł ją o mój policzek. Byłam mu za to wdzięczna, że jest teraz
przy mnie i, że nie uciekł. Jest kochany ale nie wiem czy na pewno mogę mu
zaufać.
Nie wiedziałam co mam
zrobić dlatego szarpnęłam Kellina z całej siły za koszulkę i przyciągnęłam go
do siebie po czy oplotłam swoje ręce w jego szyję. Mogłam tak siedzieć i nic
nie robić, czułam jedynie jego napinające się mięśnie i jego ręce które w tej
same chwili spoczywały na moich plecach a jego ciało przyciągnęło mnie do
siebie.
- Dziękuję, że ze mną
teraz jesteś. – szepnęłam mu do ucha i poczułam lekki dreszcz pojawiający się
na jego ciele. Nigdy wszcześniej jeszcze nikomu nie powiedziałam takich słów.
To było pierwszy raz ale wiedziałam, że jest to najlepsza chwila aby to w końcu
powiedzieć. Miałam nadzieję, że nie pomyślał sobie, że jestem zadumana i cały
czas martwię sie tylko o swój tyłek. Tak
nie jest po prostu to co się teraz dzieje jest straszne nie mogę tego opisac
zwykłymi słowami.
- Przestań to nic
takiego po prostu cieszę się, że w jakiś sposób mogę Ci pomóc. – powiedział
czule odchylając sie nie co do tyłu.
- Ale o co w tym
wszystkich chodzi? – zapytał Mike.
- Nie chcemy się
narzucać ale powiedz nam dlaczego uciekaliśmy przed tym „psychopatą”. –
powiedział spoglądając mi prosto w oczy.
- Naprawdę nie mam
teraz siły żeby wam o tym wszystkim opowiadać to jest dla mnie za trudne,
jedynie moge wam powiedzieć, że to jest coś związane z moją przeszłością. –
powiedziałam opuszczając Kellina ze swoich objęć.
- Jess.. Jess...
Gdzie wy jesteście!!- krzyknęła Alex
schodząc z pierwszego piętra.
- Tutaj! – krzyknął
Mike.
Zauważyła nas jak najszybciej ruszyła z naszą stronę. Jej
twarz była strasznie spuchnięta tak samo jak moja mogę jedynie zgadywać, że też
płakała. Nie dziwię się jeśli Steve chce zabić mnie to na pewno tez pragnie
zabić ją. To okropne... Czuję sie strasznie wiedąc, że ode mnie zależy teraz
życie Alex. A co jeśli Steve chce się
pozbyć także Kellina? Oby nie... Nawet nie ma żadnych podstaw żeby to zrobić
fakt widział nas razem ale to o niczym jeszcze nie świadczy. Może to zazdrość
teraz się nim kieruje ale to nie możliwe on nawet serca nie ma a co dopiero
sumienia.
- Jess chodź tu, nie
martw się wszystko będzie dobrze zobaczysz. – powiedziała Alex siadają obok mnie
na fotelu.
- Ni nic juz nie
będzie dobrze teraz będzie już tak cały czas. – powiedziałam zapłakana.
- Ale powiecie mi w
końcu o co w tym chodzi. – powiedział lekko zdenerwowany.
- No dobrze.. –
zaczęłam ale nie miałam sił żeby skończyć.
- To może ja
powiem. – powiedziała i spojrzała w moją
stronę przytulając mnie mocno do ciebie.
- Tak.... – powiedziałam smutnie.
Minęło sporo czasu
zaim Alex zdążyła to wszystko od początku opowiedzieć. Zaczęła od pierwszych
szantaży Steve’a a wszystko zakończyła na ostatnim spotkaniu z nim u mnie w
domu. Wszyscy ( Mike i Kellin) siedzieli i przysłuchiwali się temu od czasu do
czasu zadawali parę pytań ale na żadne z nich nie byłam w stanie odpowiedzieć..
to było zbyt trudne.
- To dlatego tutaj
przyleciałyście? – zapytał zaciekawiony.
- Tak nie miałyśmy
innego wyjścia. – powiedziałam.
- Nie martw się...
Teraz już wiemy o co w tym wszystkim chodzi i nie pozwolimy aby ktoś taki jak
on cię tak traktował. – powiedział
Kellin głaszcząc moją lewą dłoń.
- Może pójdźmy na
górę? – zapytał Kellin.
- Tak to będzie dobry
pomysł wtedy Jessica w spokoju będzie mogła sie wypłakać. – powiedziała i
jednym szybkim ruchem wstała z fotela a wraz z nią Kellin. Tylko a jeszcze
siedziałam. Nie miałam siły wstać nie tym razem. Siedziałam i czekałam na
zbawienie jak jakiś nie potrzebny przedmiot którego można się od tak pozbyć.
- Mike weźmiesz za
mnie dzisiaj cały dzień? – zapytał Kellin.
- Tak nie ma
sprawy........... – tylko tyle zdążyłam usłyszeć. Czułam jak moje powieki
momentalnie opadają na dół. Nagle poczułam czyjeś ręce chwytające mnie za plecy
i kolana. To był Kellin... Wziął mnie na ręcę. To było miłe z jego strony ale
chyba już za bardzo przesadzał z tym wszystkim. Przecież ja nie byłam chora ani
nic z tych rzeczy. Ja po prostu najzwyczajniej w świecie nie miałam na nic
siły. Czy tak trudno to zrozumieć. Z natury nie jestem chamska i głupio by mi
było powiedzieć do niego „ Czy mógłbyś mnie w końcu puścić mam nogi i umiem
sama na nich ustać a co w dodatku chodzić”.
Tak się nie dało i
nie da. Zawsze tylko narzekam nic więcej czasami to mogłabym pomyśleć zanim mam
zamiar coś zrobić.
Alex szła jako
pierwsza kierując Kellina w którą stronę ma teraz skręcić. Nie potrzebnie mu to
mówiła on przecież znał to miejsce lepiej niż swoje własne myśli. A może to ja
znowu wszystko wyolbrzymiam nie wiem teraz to już tak naprawdę nic nie
rozumiem.
W końcu doszliśmy do
moich drzwi wychodzących z salonu. Kellin lekko podniósł mnie do góry a
następnie delikatnie położył mnie na łóżko. Chciałam aby położył się obok mnie
ale nie mogłam tego powiedzieć. Wyszlabym na idiotkę a on by to zrobił bo było
mu przykro z tego powodu. To idiotyczne.. W sumie teraz to najchętniej
zamknęłabym się w łazience i ryczała do bólu. Dziwie się sama sobie, że do tej
pory nic w tym stylu nie zrobiłam. Może to by mi pomogło.. Samotność w tej
sytuacji bywa najlepszym rozwiązaniem ale nie zostawię ich teraz samych, oni
sami się boją a co dopiero ja mam powiedzieć. Steve chce mnie zabić
przede wszystkim a ich zostawił sobie na deser będzie mnie nimi szantażował jak
zawsze gdy tylko mu się sprzeciwiłam. Oby tylko tak nie było ale w sumie moje przypuszczenia zawsze się zgadzają i w końcu do nich dochodzi mogę się teraz
tylko modlić aby w tej sytuacji tak nie było byłabym wdzięczna całemu światu.
- Ty on nadal tu stoi.
– powiedziała Alex.
- Ale jak to?
Jeszcze? – zapytałam ze łzami w oczach.
- To nie ważne czy
stoi czy nie ważne, że jesteś bezpieczna. Najlepiej byłoby gdybyś poszła spać.
To wszystko minie a ty będziesz już spokojna. – wtrącił się Kellin.
- Tak on ma rację. –
powiedziała.
- Może tak będzie
lepiej. – mruknęłam pod nosem i położyłam się wygodnie na łóżku.
Teraz mogłoby być
tylko lepiej, zamknęłam oczy i marzyłam aby ten cały koszmar już się skończył.
Kellin od czasu do czasu głaskał mnie po czole a ja udawałam, że to jest nawet
przyjemne. To było teraz najlepsze nie miałam siły powiedzieć mu żeby przestał
po prostu nie i tyle. Już wszystko byłoby w porządku gdy nagle w podwórza
docierały obraźliwe slowa na mój temat. Natychmiast zerwałam się na równe nogi
i podbiegłam do szklanych drzwi. Czułam się okropnie wysłuchując między innymi
takich słów na mój temat „ Suko wychodź szybko....” Naprawdę czułam się jak
ostatnia szmata nikomu nie potrzebna.
- Nie wychodź, nie
rób tego !!! – krzyknął zaniepokojony Kellin.
Miałam ich gdzieś
musiałam do niego zejść powiedzieć mu to wszystko bo inaczej by się ode mnie
nie odczepił. Mam nadzieję, że tym razem mnie nie będzie mnie chciała tak od
razu zabić. Hahahhaa... on tylko o tym marzy a ja się jeszcze głupia z tego
powodu łudzę. Jak nie zejdę to nigdy się nie dowiem o tym razem chodzi.
Tak jak mówiłam
zeszłam a nawet można powiedzieć, że zbiegłam na sam dół apartamentu nie
zważając na krzyki za moimi plecami. Nie lubię gdy ktoś mi rozkazuje ale w sumie ja i tak się
nie słucham także mi to jest obojętne.
Minęłam biurko
recepcjonisty i jednym szybkim ruchem szarpnęłam drzwi tym samym je otwierając.
Wybiegłam na zewnątrz i rozglądnęłam się do okoła. To mogło przybrać scenę z
jakiegoś filmu o miłości ale w moim przypadku było trochę na odwrót to był horror
a nie romantyczna historia. Rozglądnęłam się po raz drugi w poszukiwaniu
Steve’a i po dlugim oczekiwaniu w końcu go dostrzegłam. Jego twarz była pełna
wściekłości i nienawiści. Ja natomiast byłam przerażona do szpiku kości nic
nie czułam. Chciałam podejść do niego jak najbliżej i najchętniej go przytulić.
Nie wiem coś w środku tak mi każe. A jeśli ja nadal go kocham? Nie to nie może
być prawda to tylko chwila słabości. Każdy tak ma gdy zobaczy osobę na której
kiedyś mu zależało. Na pewno. Zrobiłam pare kroków do przodu ale on był
szybszy. Natychmiast do mnie podbiegł i objął mnie z całej siły z ramionach. Ścisnął
i powiedział :
- Witaj.
- Co ty tutaj ode
mnie chcesz ty parszywa gnido? – zapytałam rozwścieczona.
- Chyba powinienem
powiedzieć „Żegnaj” niż „Witaj”. – powiedział zadowolony.
- Niee.... – nie
zdążyłam wypowiedzieć całego zdania gdy nagle poczułam ogromny ból. Jeszcze
gorszy niż wcześniej. Ból rozchodził się w granicach szyi. Mogłam tylko
przypuszczać, że właśnie ugodził mnie w łopatkę. Ból był nie do wytrzymania. W
jednej chwili padłam na ziemię słysząc tylko parszywy śmiech.......
*******************************************
A o to kolejny
rozdział. Wiem długo mi to zeszło ale to tylko dlatego, że nie miałam za bardzo
internety a po drugie zabrakło weny. Wakacje czas wyjazdów i właśnie tego są
takie skutki. No nic mam nadzieję, że chociaż wam się spodoba a i proszę
komentujcie.
Całuję :*