poniedziałek, 17 czerwca 2013

Jealousy ♥








Gdzie tylko poszłyśmy wszędzie było słychać tylko jedne i te same słowa: „Bardzo mi przykro nie ma juz nic wolnego”. Tak było nie mal w każdym butiku do jakiego wchodziłyśmy. Po paru godzinach poszukiwań w końcu znalazłyśmy coś w naszym guście. Równie dobrze mogłybyśmy przyjąć pierwszą lepszą pracę. Bardzo nam na tym zależało. Od przyszłego poniedziałku miałyśmy zacząć pracę w nowo otwartym butiku z ciuchami dla nastolatków. Szczerze mówiąc nie liczyłam na to, że uda nam sie znaleźć coś tak fajnego co na prawdę nas zainteresuje. Najfajniejsze było to, że mogę pracować tam razem z Alex. Gościu który jest już „naszym szefem” powiedział, że świetnie będziemy się nadawać do tej pracy bo mamy całkiem dobry gust i z łatwością będziemy mogły pomóc innym. Jednak Kellin miał rację. Będę mu za to wdzięczna do końca życia.
              Jest dopiero szósta rano a ja juz nie mogę spać. To jest straszne nie wiem co tak naprawdę się ze mną dzieje. Bezsenność? Czy to można tym nazwać ? Szczerze mówiąc wątpie. Nie umiem juz sama panować nad sobą a w szczególności za swoimi uczuciami. Nie umiem i tyle...
- Znowu nie możesz spać? – zapytała Alex, która właśnie weszła do mojej sypialni.
- Nie juz od paru godzin. – odpowiedziałam zasmucona.
- O co Ci teraz chodzi? Co też tak cię gnębi? – zapytała jeszcze raz.
- O nic, po prostu mam wrażenie, że ktoś cały czas za mną chodzi. – odpowiedziałam.
- Szpieguje? – zapytała zaciekawiona.
- Tak dokładnie, czuję się tak jakby ktoś kontrolował każdy mój ruch nie zwracając uwagi na to czy robie coś złego czy też nie. Tak jest od wczoraj, odtąd odkąd zaczęłyśmy chodzić po całym mieście. – powiedziałam ochrypnięta.
- Też mam takie wrażenie, że ktoś cały czas za mną chodzi.  – powiedziała i oby dwie utkwiłyśmy wzrok w jedną ścianę.
- A co jeśli to jest Steve? – zapytałam.
- Nie no co ty nawet tak nie żartuj. – powiedziała i jednym szybkim ruchem doktnęła palcami moją dłoń.
- Ale ja w cale nie żartuję. Naprawdę, wiesz no znasz tego Jack’a Collins najlepszego kolegę Stev’a co nie?
- No tak znam. A co on ma z tym wspólnego? – zapytała zaniepokojona.
- Jestem pewna, że to on albo Steve mnie śledził na pewno. – powiedziałam i spuściłam głowę w dół.
- Kochanie, nawet tak nie myśl. To na pewno nie byli oni. – powiedziała dość spokojnie jak na swój ostry i zaciekły temperanemt.
- Może i masz rację. – powiedziałam zasmucona.
- Jest jeszcze wcześnie, idź się jeszcze prześpij i może wtedy na spokojnie pogadamy okey? – zapytała uśmiechnięta i ruszyła w stronę swojej sypialni.
- Dobrze niech Ci będzie. – powiedziałam i wślizgnęłam się pod kołdrę.
 Tak naprawdę to nie chce mi się spać. Wyspałam się już, cztery godziny snu w zupełności mi wystarczą. Teraz mogę się modlić do Boga o to aby czuwał nade mną. Wiem to banalne. Nie wierzę w cuda od kąt moi rodzice zginęli wszystko nie ma sensu. Moja rodzina.... ha to dobre pytanie. W połowie ich nie znam, całe życie wychowywała mnie ciocia razem z wujkiem. Nie miałam aż tak złego dzieciństwa... w okół mnie było wiele osób ale to nigdy nie zastąpiło mi moich rodziców których wspominam tylko ze starych zdjęć.... Kuzyni i kuzynki byli fajni ale starsi ode mnie. To oni zawsze byli górą a ja cały czas stałam z boku przyglądając się jak robią różne rzeczy na które mi nie pozwalano. Później to wszystko się zmieniło, poszłam do szkoły co rok zdobywałam lepsze oceny od nich a w raz z tym stawałam się powoli najważniejszym członkiem rodziny. To było piękne, później wyjechaliśmy a wtedy poznałam Alex i Chrisa.
Nie zapomnę tego nigdy. Pojawił się też Steve ale to już nie ważne nic już nie przywróci tamtych wspaniałych chwil spędzonych z nim sam na sam.
  Nie zasne już nie ma żadnych szans na to. Może pójdę się przejść i zobaczyć to tam słychać u Kellina? To byłoby głupie, pójdę zapytam się: ‘”Hej co tam u ciebie ?” to banalne i żenujące. Chociaż tak jak się zbłaśniłam przed nim dwa dni temu nikt tak jeszcze w życiu nie postąpił.  To było straszne...
- Rusz tyłek i idź pobiegaj. – usłyszałam stanowczy głos w mojej głowie.
- Dobra okey tak zrobię tylko się już nie drzyj! – krzyknęłam można powiedzieć, że sama do siebie. Zaczynam się uż siebie bać..
Wstałam z łóżka i pobiegłam szybko w stronę łazienki. Cała godzina zeszła mi na doprowadzenie się do kompletnego porządku. Ubrałam stare sportowe buty oraz krótkie spodenki i byłam gotowa iść. Musiałam się liczyć z tym, że zanim wyjdę z budynku będę musiała się przywitać z Kellinem.
-Pamiętaj Jess trzymaj język za zębami i nie mów nic głupiego. – mówiłam po cichu sama do siebie.
Zeszłam długim korytarzem na dół i przy samych drzwiach usłyszałam głos Kellina:
- Hej! Gdzie się wybierasz? – zapytał zaciekawiony a zarazem uśmiechnięty od ucha di ucha.
- Ja idę pobiegać nie mogę już wysiedzieć w domu. – powiedziałam skromnie.
- A sama idziesz biegać? – zapytał po raz kolejny.
- Tak Alex jeszcze śpi. – powiedziałam uśmiechnięta.
- Jeśli nie masz nic przeciwko mogę pobiegać z tobą. – powiedział zaczerwieniony.
- Okey nie ma sprawy będę zaszczycona twoją obecnością. Przynajmniej się nie zgubię. – powiedziałam śmiejąc się w niebo głosy.
- Hahaha... To poczekaj chwilę tylko pójdę się przybrać. – roześmiał się.
- Okey.. – powiedziałam i usiadłam na fotelu tuż obok pokoju Kellina.
- Mike zastąpisz mnie na parę godzin? – zapytał Kellin jednego ze swoich kolegów.
- Dobra nie ma sprawy. – odpowiedział bodajże Mike.
 Parę godzin? Ciekawe co on jeszcze wymyślił, mieliśmy iść tylko pobiegać. Nie wiem o co mu chodzi. Mam nadzieję, że szybko wrócimy bo chyba zacznie zaraz padać a ja znów będę chora.... W zasadzie już jestem ale na głowę.
- Jessica już możemy iść. – usłyszałam głos Kellina podąrzającego w moją stronę.
- To fajnie. – powiedziałam i ruszyliśmy w stronę drzwi.
 Szliśmy razem rozmawiając na wiele tematów, dziwiłam się czemu na razie idziemy, to było całkiem dziwne. W końcu nie wytrzymałam.
- A gdzie tak naprawdę będziemy biegać? – zapytałam.
- Jak chcesz to możemy tutaj w okół całego parku pobiegać. – powiedział lekko znużony.
- Okey to zacznijmy od tąd. – powiedziałam i jako pierwsza pobiegłam w stronę ogromnego drzewa przysłaniającego część pięknego błękitnego nieba.
 Biegliśmy podziwiając piękne widoki wschodzącego słońca. To było piękne, nie spodziewałam się, że coś tak pięknego może mnie spotkać akurat z Kellinem. Prędzej przypuszczałabym, że może być to Chris a nie akurat ten najprzystojniejszy chłopak na całym świecie z pięknymi niebieskimi oczami. To mogło się zdarzyć tylko w nie kończącej się bajce. Od czasu do czasu zamienialiśmy parę słów biegnąc równym tempem ale on za każdym razem mnie uciszał mówiąc, że jak będziemy rozmawiać w czasie biegania szybciej się zmęczymy. Może naprawdę miał rację. Wydaje mi się, że czasami nie mam pojęcia o wielu różnych rzeczach które dzieją się na tym świecie....
Czułam się dziwnie wiedząc, że za każdym razem jak tylko zrobię jakiś ruch ręką Kellin utkwi mój wzrok w mojej twarzy. To było miłe ale naprawdę to potrafi być czasami strasznie wkurzające.
- Nie masz jeszcze dość? – zapytał spoglądając mi głęboko w oczy.
- Może troszeczkę. – odpowiedziałam zdyszana.
- Usiądźmy tutaj na chwilę a później wrócimy spokojnie do domu. – powiedział siadając obok mnie ja małej ławce znajdującej się na obrzeżach parku.
- Dobrą masz kondycję. – przyznał lekko zdyszany.
- No bez przesady. Ty też masz nie złą. Co takiego robisz? – zapytałam radośnie.
- Wystarczy tylko biegać raz w tygodniu i obsługiwać klientów w recepcji. – powiedział.
- Jak zawsze miły i troskliwy. – parsknęłam śmiechem.
-  Hhahahahaha. – ty też nie jesteś niczego sobie. – powiedział uśmiechając się.
- Mam coś na twarzy, że tak cały czas się na mnie patrzysz? – zapytałam zaniepokojona.
- Nie no co ty jakbyś miała to bym ci powiedział. – mruknął zawstydzony.
- To dlaczego się tak patrzysz? – zapytałam lekko zniecierpliwiona.
 Nie wiedziałam co może teraz z siebie wydusić. Byłam przygotowana na wszystko na to, że powie, że jestem straszna i okropna, że nie da się ze mną wysiedzieć i inne tego typu sprawy. Byłam bardzo tego ciekawa.
- Nooo...Po prostu ładna jesteś. – powiedział dotykając mojej ręki.
- Ja no co ty żartujesz.  – powiedziałam przecząco.
- Mówię prawdę jesteś najpiękniejszą istotą jaką widziałem. – powiedział głaszcząc moją rękę.
Nie spodziewałam się, że może powiedzieć coś takiego. Byłam przygotowana na wszystko. Na to, że powie, że jestem straszna i okropna i, że nie da się ze mną wytrzymać. Jego słowa bardzo mnie przytłumiły. Nie wiedziałam co mam zrobić a w dodatku co powiedzieć. Siedziałam jak słup spoglądając mu od czasu do czasu w w oczy i nic więcej.
Nagle poczułam jego dłoń na mojej twarzy.
- Podobasz mi się naprawdę. – powiedział dotykają mojej twarzy a następnie musną ustami mój policzek. Czułam się wniebowzięta a za razem zawstydzona. To było nawet fajne ale nie wiem czy to był pocałunek od serca czy  jednak z chwili zwątpienia.
- Hmmyy..... – powiedziałam cicho pod nosem.
- Przepraszam mam nadzieję, że cię nie uraziłem tym pocałunkiem. – powiedział spoglądając mi głęboko w oczy.
- Nie no co ty. To było nawet fajne, pierwszy raz usłyszałam takie miłe słowa w takich okolicznościach. – powiedziałam zarumieniona.
-  Bardzo mi miło, że mogłem ci taką przyjemność zrobić. – powiedział i nagle zapadła chwila ciszy. Nikt nic nie mówił tylko patrzyliśmy sobie w oczy trzymając się mocno za ręce.
- Może już chodźmy. – rzuciłam.
- Jasne czemu nie. Ej nie wydaje ci się to dziwne ale mam wrażenie, że ktoś się tam na nas cały czas patrzy? – zapytał.
- Nie nie wydaje mi się ale wczoraj miałam takie wrażenie jak byłam z Alex w mieście. – powiedziałam zaniepokojona i jako pierwsza ruszyłam w stronę wąskiej ścieżki.
To było bardzo dziwne, wczoraj też miałam wrażenie, że ktoś za mną chodzi Alex też tak miała a dzisiaj w dodatku Kellin. Jeju jak to naprawdę jest Steve albo jego kolega. Nie wiem co wtedy zrobię, oni będą chcieli mnie jak najszybciej zabić. Boję się.....
Szliśmy razem co jakiś czas pytają się na zmianę „Czy wszystko w porządku”. To był nawet dziwne. Odpowiadaliśmy, że wszystko jest okey ale tak naprawdę wiedział, że nic nie jest tak jak być powinno, to miałbyć miły poranny spacer połączony z odrobiną bieganiny ale to wszystko zamieniło się w jedną wielką porażkę nie licząc miłych słów Kellina. Ja osobiście bałam się bardzo bo wiedziałam co może mnie spotkać jeśli to naprawdę jest Steve. Kellin tak na serio nie wiedział dlaczego tu się wprowadziliśmy jakby wiedział na pewno by się ze mną nie spotykał a w dodatku nie rozmawiał. Byłabym sama jednak czasami warto jest trzymać język między zębami.
- Już prawie jesteśmy. – powiedział Kellin.
- Dziękuję, że zechciałeś się ze mną przejść bo sama na pewno bym się zgubiła. – powiedziałam radośnie.
- Nie ma żadnego problemu cała przyjemność po mojej stronie. – powiedział i chwycił moją dłoń.
- No bez przesady. – powiedziałam.
-  Hahaha... kto tu przesadza. – powiedział radośnie.
Staliśmy w milczeniu gdy nagle zauważyliśmy Alex. Stała na balkonie machając nam. Miała minę jakby stało się coś strasznego. Nie wiem co się stało ale bardzo dziwnie wymachiwała rękami.
- O co ci chodzi!? – krzyknęłam.
- Uciekajcie stąd i to szybko!! -  krzyknęła smutnie.
- O co chodzi? – zapytałam Kellina.
- Szybko chodźmy ktoś nas goni. – powiedział i chwycił mnie za rękę wbiegając w stronę budynku.
Nie wiedziałam kto to może być. Obróciłam lekko głowę w stronę parku i moje obawy się potwierdziły. To był Steve......




                                              ********************
Oto następny rozdział mojego opowiadanie. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Wiem, że piszę dość nie zrozumiale i, że rozdziały kończą się w takich a nie inny momentach ale to sprawia, że robi się napięta sytuacja^^ Nie proszę  o dużo wystarczy, że dodacie komentarz a będę najszczęśliwsza na świecie.

Całuję :*


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz