sobota, 8 czerwca 2013

Meet ♥




Krople deszczu obmywały moją brudną twarz. Stałam na balkonie spoglądając w niebo. Słońce. Czemu ono nie może wyjść na chwilę i rozświetlić moje życie. Próbuję zacząć wszystko od nowa. Całe moje skończone życie było jedną wielką dramatyczną sceną wyciągniętą z jakiegoś mrożącego krew w żyłach horroru. Nic przyjemnego wiele upadków i upokorzeń. W głowie miałam wiele myśli... Zrobiłam parę kroków do przodu i zamknęłam oczy rozkoszując się zapachem przemoczonej trawy. Usiadłam na huśtawce kołysząc się z boku na bok. Nie mogłam przestać myśleć o moim życiu. Czasami zastanawiam się kto tak naprawdę kieruje moim życiem? Czy to ja a może jakiś anioł zrzucony z nieba który za wszelką cenę chcę zrujnować wszystkie moje plany  i marzenia. Nie wiem, nikt tego nie wie i nigdy się nie dowie. Po mojej twarzy spływały wielkie przezroczyste łzy. Próbowałam powstrzymać się od płaczu ale nie mogłam to było za trudne.
- Jeju tu jesteś, wszędzie cię  szukałam. - to była Alex.
- Nie musialaś. - mruknęłam pod nosem.
- Ale chciałam, jesteś jedyną moją rodziną jaką mam tutaj.
Jej słowa doprowadziły mnie do jeszcze większego płaczu. Nagle poczułam jej dłoń która musnęłam mój lewy policzek. 
- Jak my tu sobie poradzimy? - zapytałam zaniepokojona.
- Normalnie. - odpowiedziała.
- Normalnie to czyli jak? - zapytałam po raz drugi.
- Znajdziemy bogatego faceta i będzie okey. - powiedziała śmiejąc się od ucha do ucha.
- Nie no znajdziemy jakąś pracę a na razie przez te trzy miesiące nie musimy płacić za apartament.- ciągnęła.
- Ale jak to? - zapytałam zirytowana.
- Właściciel tego całego budynku to dobry znajomy moich rodziców. - odpowiedziała radośnie.
- Aha chyba, że tak. Ty to masz jednak głowę do tych spraw. -  odpowiedziałam z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Dobra to chodźmy poszukać tej pracy. Może akurat coś fajnego nam się trafi. Tylko musimy pamiętać, że tylko na te trzy miesiące bo później do szkoły trzeba będzie iść. - powiedziała uśmiechnięta.
- Wątpię, z naszym szczęściem wszystko jest możliwe. zachichotałam.
- Dobra rusz się idziemy! - krzyknęła Alex i ruszyła w stronę drzwi.
- Może się najpierw ubierzemy bo nie wiem czy w piżamie ktoś nas przyjmie. - roześmiałam się.
- Niech ci będzie. - powiedziała radośnie.
Po godzinnej walce o łazienkę z prysznicem w końcu  wyszłyśmy z pokoju. Zeszłyśmy schodami w dół a później ruszyłyśmy w stronę długie korytarza. Miałam tylko nadzieję, że nie spotkam na dole Kellin'a. Strasznie się wczoraj wygłupiłam mówiąc do niego po imieniu gdy tak naprawdę w ogóle się nie znamy. No fakt śmiał się z tego ale to jeszcze o niczym nie świadczy. Moje obawy potwierdziły się. On tam był chciałam jak najszybciej z tamtąd uciec ale tak się nie dało.
- Cześć dziewczyny! - krzyknął Kellin.
- Hej! - krzyknęłyśmy na powitanie.
- Od której ty tu tak sterczysz? -  zapytała uśmiechnięta Alex.
- Ja od dziesiątej. - powiedział ochryple.
 Nagle poczułam jego wzrok na mojej twarzy. Na chwilę skierowałam wzrok w jego piękne niebieskie oczy. Były prześliczne.
- Ładnie dzisiaj wyglądasz Jessica. - powiedział skruszony.
- Nie no przestań to tylko zwykła koszulka i jeansy nic więcej. - ciągnęłam zarumieniona.
- Na tobie wygląda to prześlicznie. - odpowiedział zdecydowany.
- Hmyyy... a co powiesz o mnie? - zapytała roześmiana Alex.
- Masz piękną sukienkę nigdy takiej nie widziałem. - powiedział do Alex spoglądając w moje oczy. 
Czułam się niekomfortowo, zupełnie inaczej niż dotychczas.
- A wy gdzieś się wybieracie? - zapytał. 
- Tak idziemy szukać jakiejś pracy. - powiedziałyśmy. 
- Aha jeśli mogę wam coś podpowiedzieć to idźcie na Verley Street tam najszybciej coś znajdziecie. -odparł.
- Nie uważacie, że te buty nie pasują do tej sukienki? - zapytała zmartwiona Alex.
- No nie pasują , masz rację. - roześmiałam się razem z Kellinem. 
- To ja pójdę na górę, poczekaj Jess zaraz przyjdę. - powiedziała.
Staliśmy tak jeszcze parę minut czekając na Alex. To było najgorsze pięć minut w moim życiu. Nie wiedziałam co mam powiedzieć, po prostu stałam jak słup soli czekając na zbawienie. Idiotka...
 - A skąd przyleciałyście? - zapytał.
- To znaczy ja z Alex z Paryża. - powiedziałam zdziwiona.
- Aha a przyjechał z wami ktoś dorosły? - zapytał radośnie.
- Yyy... My jesteśmy dorosłe. Mamy po dziewiętnaście lat i przyleciałyśmy same. - odparłam wpatrując się w jego oczy.
- Przepraszam nie wiedziałem, że masz dziewiętnaście lat myślałem, że masz o wiele mniej. - powiedział zaskoczony.
- Hahaha aż tak młoda to nie jestem. A ty ile masz? - zapytałam.
- Dwadzieścia. - odpowiedział
- O matko ale ty stary jesteś. - parsknęłam z uśmiechem.
- O dziękuję to najmilsze słowa jakie słyszałem do tej pory. 
Staliśmy śmiejąc się w niebo głosy. Aż w końcu przyszła Alex.
- O czym tak rozmawiacie? - zapytała zaciekawiona.
- O niczym. - odpowiedzieliśmy obydwoje na raz.
- Nie to nie. Jess chyba musimy już iść. - powiedziała.
- No na to wygląda. To cześć. - powiedziałam w stronę Kellin'a.
 - Do zobaczenia. - powiedział radośnie.
W końcu wyszłyśmy. Teraz nie pozostawało nam nic innego jak tylko poszukać ulicy Verley Street. Nie miałyśmy żadnego pojęcia gdzie ona się znajduje. Szłyśmy na oślep. Z tego co wiem to powinnyśmy iść w stronę tej alei tuż obok naszego apartamentu. To było zbyt trudne. Teraz przydałby nam się Kellin. Żałuję, że teraz nie ma go z nami. Równie dobrze mogłam go poprosić żeby z nami poszedł i pokazał nam okolice, ale tak jakoś głupio było mi się go oto zapytać. Wyszłybyśmy na "Idiotki". Szłyśmy robiąc małe kroki aż nagle zaczepiła nas grupka chłopaków. Byli w gdzieś w naszym wieku, no może trochę starsi. 
- Hej. Nie widziałyście może takiego wysokiego chłopaka w brązowych włosach który tędy przechodził? - zapytał jeden z chłopaków.
- Nie nikogo takiego nie widziałyśmy. - odparłam na ich pytanie. 
-  My się jeszcze nie znamy? - zapytał chłopak.
- Na to wygląda, że jeszcze nie. - powiedziała radośnie Alex.
- Ja nazywam się Sean, to jest Dean a to Kit.- powiedział wskazując z osobna na dwójkę pozostałych chłopaków. 
- Miło nam, ja jestem Jessica a to jest Alex. - powiedziałam wskazując na nią. 
- Nam też jest miło. A wy od niedawna tutaj mieszkacie? - zapytał Kit.
- Tak dopiero się tutaj wprowadziłyśmy. Mieszkamy w tym apartamencie a wy? - zapytała.
- My tutaj naprzeciwko. Wygląda na to, że zostaniemy sąsiadami. -  powiedział Dean.
- Przepraszamy ale my już musimy lecieć. Zaraz chyba będzie padać a z naszych poszukiwań chyba nic nie wyjdzie. - powiedziałam.
- A czego szukacie? - zapytał Sean.
- Jakiejś roboty na te trzy miesiące. - powiedziała Alex.
- To życzę powodzenia, na pewno coś znajdziecie. - powiedział Sean.
- Też mamy taką nadzieję. To cześć. - powiedziałam razem z Alex.
- Do zobaczenia. - powiedzieli i ruszyli w stronę ulicy. My też ruszyłyśmy w stronę ulicy ale nie dałyśmy rady ich dogonić. 
- Ciekawe kogo szukają? - zapytałam.
- Nie mam pojęcia. - odpowiedziała.
- Ty ale fajni są tacy mili i w ogóle. - powiedziała zaczerwieniona.
- O matko a ty znowu tylko o jednym. - powiedziałam.


                                                     ***********************
Nie wiem czy ten rozdział akurat przypadnie wam do gustu. Nie jest może on pełny akcji, ale ten rozdział jest zapowiedzią dalszych przygód Jessici i Alex. Proszę komentujcie!!!^^ 
P.S. W opowiadaniu będę używać imion autentycznych gwiazd ale liczcie się z tym, że w moim opowiadaniu są to normalni zwykli ludzie tak jak my wszyscy.
Pozdrawiam^^

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz